Marcin Ignasiak

radca prawny

Prowadzę kancelarię w Katowicach i od kilku lat zajmuję się obsługą prawną przedsiębiorców - zarówno indywidualnych, jak i spółek - we wszystkich sprawach związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

W poprzednim wpisie (możesz go przeczytać tutaj) napisałem, że czas kryzysu może być dobrym momentem na inwestycję w gastronomię. Dzisiaj chciałbym spojrzeć na sprawę z drugiej strony.

W Internecie znaleźć można doniesienia o podejrzanych typach jeżdżących z walizkami gotówki i oferujących zakup restauracji. Oczywiście, proponują oni śmieszne ceny – 20, 30% wartości.

Jeżeli Twoja sytuacja finansowa robi się coraz gorsza i myślisz nad pozbyciem się swojej restauracji, zrób to z głową!

Zamiast nabywcy, poszukaj inwestora

Zastanów się, czy na pewno musisz całkowicie wyzbywać się swojej restauracji. Może wystarczy, że wprowadzisz do niej inwestora. Oczywiście, podzielenie się z swoim dziełem z kimś obcym to bolesna decyzja, ale w ten sposób możesz zachować dla siebie chociaż część własności restauracji. I wpływ na jej funkcjonowanie – tak duży, jak zdołasz sobie wynegocjować z inwestorem.

Najprostszym sposobem jest sprzedaż udziałów w spółce prowadzącej restaurację. W zdecydowanej większości przypadków, będzie to też wiązać się z założeniem takiej spółki. Ty masz restaurację, ktoś ma pieniądze. Razem macie dokładnie tyle, by nie tylko przetrwać trudny okres, ale też by osiągnąć sukces w przyszłości.

Umowa spółki jest w takiej sytuacji kluczową kwestią, która w znacznej mierze przesądzi o powodzeniu lub porażce.

Co musi się znaleźć w takiej umowie?

Przede wszystkim kwestia podziału udziałów. Pamiętaj, kto ma 51%, ten ma władzę. Jeżeli więc sprzedasz większość swoich udziałów korzystając ze standardowej umowy spółki, praktycznie tracisz jakikolwiek wpływ na cokolwiek. Posiadając poniżej 10% praktycznie nie masz już żadnego wpływu na spółkę. Dlatego niezwykle ważne jest, żeby umowa została tak dopasowana, by przyznać Ci wystarczające prawa do zachowania głosu w sprawie funkcjonowania restauracji.

Uświadom swojego inwestora, że nie można dokonać podziału udziałów według prostej proporcji pieniężnej wartości wkładów. Prowadząc restaurację nauczyłeś się już przecież, jak ogromną wartość mają kwestie niematerialne.

Twoje know-how ma ogromną wartość!

Jeżeli Twoja restauracja jeszcze istnieje, to znaczy, że potrafiłeś przez rok utrzymać się w ekstremalnych warunkach. A to oznacza, że po prostu wiesz jak to się robi, masz duże umiejętności i doświadczenie, co przekłada się na realną wartość. Ta wartość musi zostać uwzględniona przy podziale udziałów. 

Ochrona mniejszościowego wspólnika

Wyobraźmy sobie dwóch restauratorów – Janek i Zbyszek. Sytuacja zmusiła obu do podjęcia decyzji o szukaniu inwestora. Obaj założyli spółki obejmując po 30% udziałów a ich inwestorzy objęli po 70%. Janek założył spółkę z o.o. przez Internet, korzystając z gotowego wzorca umowy. Zbyszek użył stworzonej specjalnie dla niego umowy spółki.

Po jakimś czasie okazało się, że obaj mają inne wizje prowadzenia restauracji niż inwestorzy. Inwestor Janka odwołał go z zarządu, zabrał do swojego biura wszystkie dokumenty spółki i pomimo że spółka w końcu wypracowała zysk, odmówił wypłaty dywidendy. W dodatku stworzył radę nadzorczą, w której zasiadła żona, nastoletni syn i dwóch siostrzeńców prezesa zarządu spółki Inwestora, każdy z wypłatą po 12.000 zł miesięcznie. Jan zaskarżył kilka uchwał, ale pozwy zostały odrzucone z powodu błędów formalnych.

Tymczasem w umowie Zbyszka przewidziano, że może on powoływać jednego członka zarządu i połowę składu ewentualnej rady nadzorczej. Opisano też dokładne zasady wypłacania wspólnikom dywidendy. Zbyszek jest w stanie z powodzeniem przeforsować swoje pomysły na prowadzenie restauracji.

Nie bądź Jankiem, bądź Zbyszkiem!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Minęło już 125 dni odkąd kolejny raz zamknięto gastronomię. W historii III RP nie było jeszcze tak dramatycznej sytuacji dla całej branży. Wiele restauracji walczy jeszcze o przetrwanie, ale spora część po prostu upadła.

Dlatego wydaje się, że pytanie zawarte w tytule wpisu jest absurdalne. Czy warto inwestować w coś, co leży i przez dłuższy czas nie przyniesienie żadnego zysku?

Jak zarobić w czasie Wielkiej Depresji?

W 1930 r. Jean Paul Getty odziedziczył 500 tysięcy dolarów. To całkiem niezła sumka, choć stawiała go bardzo daleko od finansowej elity Stanów Zjednoczonych. Ale czasy były naprawdę podłe – od kilku miesięcy nowojorska giełda spadała, osiągając nawet dwucyfrowe tempo spadku w ciągu jednego dnia. Krach w Nowym Jorku pociągnął za sobą w przepaść cały świat a kryzys zakończył się dopiero po wojnie. Jean Paul Getty wykorzystał świeżo uzyskane środki i zaczął kupować upadające firmy. Po kilku latach jego majątek był porównywalny do legendarnego Rockefellera, a kilka lat po wojnie był już najbogatszym człowiekiem na świecie. Tak, numerem jeden.

Jean Paul Getty miał wiele ciemnych stron i nie chcę przedstawiać go jako idola. Chciałem tylko pokazać pewien mechanizm, który sprawia, że odpowiedź na pytanie zawarte w tytule może być tylko twierdząca.  Tak, kryzys jest najlepszym czasem na inwestycję w gastronomię!

Prawne zabezpieczenie inwestycji w gastronomię w czasie kryzysu

Oczywiście, inwestycja w gastronomię w obecnych warunkach będzie inwestycją nie tyle wysokiego, co niebotycznego ryzyka. Dlatego niezwykle ważne, żebyś odpowiednio ją zabezpieczył. Niezależnie od formy, w jakiej przeprowadzisz swoją inwestycję.

Na początek – załóż spółkę!

W innych okolicznościach pisałbym, żebyś zastanowił się, czy ryzyko związane z popadnięciem w zadłużenie nie uzasadnia kosztów założenia spółki. Teraz jestem znacznie bardziej kategoryczny – założenie restauracji w obecnych czasach i ryzyko odpowiedzialności całym majątkiem to samobójstwo. Prosta spółka z ograniczoną odpowiedzialnością nie tworzy ogromnych kosztów, a pozwala znacząco zmniejszyć problemy w przypadku niepowodzenia inwestycji.

Zakup istniejącej restauracji

Jeżeli planujesz zakup restauracji, która już istnieje, musisz przeprowadzić badanie due diligence na znacznie szerszym niż standardowy poziomie.

Zgodnie z kodeksem cywilnym (nie tylko polskim – takie rozwiązanie funkcjonuje we wszystkich zachodnich systemach prawnych), nabywca przedsiębiorstwa odpowiada za istniejące w chwili sprzedaży zobowiązania solidarnie ze sprzedającym, chyba że o nich nie wiedział mimo zachowania należytej staranności. Po angielsku należyta staranność to due diligence i tym terminem przyjęło się nazywać badanie przedsiębiorstwa przed jego zamierzonym nabyciem

Sprawdź relacje z pracownikami, których przejmujesz. Kodeks pracy reguluje sprawę jeszcze inaczej – przejmując przedsiębiorstwo wchodzisz w stosunki pracy. Z całą ich przeszłością, także tą złą. Nagminne przez ostatni rok było łamanie praw pracowniczych. Nie chcę tu usprawiedliwiać łamania prawa, ale w jakiś sposób można zrozumieć próby ratowania sytuacji. Kupując restaurację, bierzesz na siebie odpowiedzialność za to, co się wydarzyło.

Dowiedz się, w jaki sposób Twój poprzednik stosował przepisy kolejnych tarcz antykryzysowych. Z jakiej pomocy skorzystał, jakie wdrożył szczególne rozwiązania. Jeżeli zobaczysz coś niepokojącego – uciekaj. Pamiętaj, że zwłaszcza urząd skarbowy będzie szukał w najbliższym czasie dodatkowych środków i zanim wyjaśnisz „to nie ja, to oni”, dokumenty Twojej firmy znajdą się w urzędzie na półce, na której nikt nie chce się znaleźć.

Sprawdź całe łańcuchy dostaw. Nie tylko pod kątem ukrytych niespłaconych długów, ale też pod kątem obecnej sytuacji dostawcy. Na start lepiej nie mieć problemów z nagłym brakiem kluczowych składników, prawda?

Otwarcie nowej restauracji

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja, gdy planujesz otworzyć nową restaurację. W takim przypadku pamiętaj przede wszystkim, by dostosować swój biznes plan do bieżącej sytuacji. Załóż długi czas dochodzenia do zrównoważonego budżetu. Zakładam jednak, że planujesz inwestycję na lata, a nie bezpieczną lokatę kapitału na najbliższe 12 miesięcy.

Przede wszystkim pamiętaj, że proste, standardowe rozwiązania mogą działać tylko w prostych, standardowych sytuacjach. Czyli na pewno nie teraz.

Od 128 dni restauracje mogą działać tylko na wynos. Jeżeli planujesz szybkie otwarcie, możesz w ogóle odliczyć wszystkie koszty związane z obsługą na miejscu. Zapewnij sobie też swój system dowozu, jeżeli nie chcesz płacić 30% którejś z wielkich sieci na literę U lub G. Pomysłowość zawsze była podstawowym sposobem na dobrą i zyskowną inwestycję.

Musisz też niestety założyć konieczność wycofania się. Umowa najmu na 10 lat to bez wątpienia słaby pomysł. Podobnie jak umowy na czas nieokreślony z pracownikami. Zadbaj o to, by wszystkie umowy, jakie zawierasz były odpowiednio zabezpieczone.

Decyzja pod prąd

Ludzie zawsze będą jeść. I zawsze, nawet w najgorszych kryzysach, przynajmniej raz na jakiś czas, nie będą mieli ochoty sami sobie gotować. Obecna sytuacja kiedyś się skończy – albo w najgorszym razie nauczymy się w niej żyć. Dlatego jeśli chcesz popłynąć pod prąd i zainwestować teraz w gastronomię, nie pozwól, by zatrzymało Cię coś tak bezsensownego, jak problemy prawne.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Po internecie krąży pewna praktyczna porada, dotycząca radzenia sobie z ograniczaniem zatrudnienia.

Zwalniać dyscyplinarnie. Najwyżej po dwóch latach przegrasz w sądzie i będziesz musiał wypłacić 3-miesięczne odszkodowanie.

Wszyscy wiemy, że sytuacja w branży jest tragiczna. Restauracje, która nie dostarczają jedzenia na zamówienie po prostu przestały działać i nie mają żadnego przychodu. Pewnie bardzo, bardzo wielu z was nie może pozwolić sobie na opłacanie pracowników.

Proponowane w internecie rozwiązanie niesie jednak ze sobą dużo większe ryzyko niż przegrana sprawa o trzymiesięczne odszkodowanie. Narażasz się na odpowiedzialność karną.

Złośliwe lub uporczywe naruszanie praw pracownika

Jeżeli jako pracodawca nauczyłeś się już na pamięć kodeksu pracy, to znasz art. 281 i wiesz, że grozi Ci grzywna do 30.000,00 zł za bezpodstawną dyscyplinarkę.

Ale 30.000,00 złotych to nie wszystko. Inny przepis, na jaki możesz się narazić, znajdziesz w kodeksie karnym. Za „złośliwe lub uporczywe” naruszenia praw pracownika grozi nawet kara pozbawienia wolności do lat 2.

Czy zwolnienie dyscyplinarne przy wydumanych lub naciąganych podstawach będzie traktowane jako „złośliwe”? Nie mam wątpliwości, że sądy wypracują swoją linię orzeczniczą dotyczącą zwolnień związanych z koronawirusem. I nie mam też wątpliwości, że nie będzie to linia korzystna dla pracodawców…

2-letni wymiar kary oznacza, że co do zasady nie będzie nawet możliwe zawieszenie wyroku. A nawet gdyby udało się dostać „zawiasy” i uniknąć w ten sposób więzienia, na skazanym przez długi czas ciągnąć się będą konsekwencje karalności. Niekaralność wymagana jest w przypadku wielu przetargów lub wniosków o licencje.

Jeżeli naprawdę sytuacja finansowa Twojego lokalu jest tak tragiczna, że musisz pożegnać się z pracownikami, lepiej zrobić to zgodnie z kodeksem pracy i nie szukać rozwiązań, które mogą przekreślić Twoje szanse na powrót na rynek, gdy epidemia już się skończy.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Zmiany w VAT dla gastronomii

Marcin Ignasiak11 lutego 2020Komentarze (0)

Wydaje się, że problematyka opodatkowania sprzedaży towarów w prostych schematach gastronomicznych skupia wszystkie największe wady funkcjonującego obecnie systemu stawek VAT

mądry komentarz pewnego profesora do ustawy o podatku VAT 

Nie trzeba być profesorem, żeby zauważyć, że obecny system stawek VAT nie jest łatwy dla restauratora. Aby ustalić właściwą stawkę VAT, trzeba sięgnąć do ustawy, załączników do niej i do rozporządzeń. Podstawowa stawka to 8%, ale część produktów jest z niej wyłączona, na przykład kawa.

Sprzedając kawę z ciastkiem, musisz na paragonie wskazać dwie osobne pozycje, bo stawka VAT jest różna.

Nowa matryca

Od 1 kwietnia 2020 r. wprowadzona zostanie nowa matryca stawek. W założeniu ma ona mocno uprościć cały system, chociaż dla gastronomii nadal konieczne będzie sprawdzenie wyłączeń od podstawowej stawki.

Ze zmian ucieszą się na pewno piekarnie. Wszystkie ich produkty obejmie jednolita stawka 5%. Dotyczy to zarówno pieczywa wszelkiego rodzaju, jak też wszystkich ciastek.

A kto się nie ucieszy?

Na pewno amatorzy owoców morza. Tutaj również uproszczono stawkę, ale do góry, do 23%. Dotyczy to wszystkich owoców morza – homarów, ośmiornic, krewetek i wszystkich innych skorupiaków, mięczaków i bezkręgowców.  Nie oszczędzono nawet kawioru i produktów kawioropodobnych. Stawkę tę stosuje się do wszystkich dań zawierających owoce morza. Kilka krewetek w sałatce znacząco podniesie cenę dania.

Podwyższeniu do 23% ulegnie też stawka na lód dla celów chłodniczych i spożywczych. Co prawda, ta zmiana nie dotknie Cię tak bardzo, bo dotyczy raczej Twoich kosztów. Ale nie zdziw się, jeśli zobaczysz od kwietnia wyższą fakturę od dostawcy.

Co zrobić, aby być pewnym stosowanej stawki?

Zmiana w ustawie wprowadza Wiążącą Informację Stawkową, analogiczną do interpretacji indywidualnej. Za 40 zł możesz uzyskać informację, jaką stawkę stosować do danego produktu. A jak sama nazwa wskazuje jest to informacja wiążąca organ.

To pozytywna zmiana, zwłaszcza po wytycznych Ministra Finansów z 2016. Minister stwierdził wówczas, że przy zwykłych interpretacjach podatkowych, organy nie mają sprawdzać, czy podatnik dobrze zakwalifikował produkt pod kątem VAT. To sprawiło, że interpretacje w tym zakresie stały się bezużyteczne.

Od kwietnia będzie można za 40 zł kupić sobie pewność, że stosowana stawka nie zostanie podważona przez Urząd Skarbowy w czasie kontroli.

***

Przeczytaj koniecznie: Książeczka sanepidowska w restauracji.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Nie.

prawo Betteridge’a

Brytyjski dziennikarz Ian Betteridge napisał kiedyś, że jeżeli nagłówek prasowy jest pytaniem, odpowiedź zawsze brzmi „nie”. Przekładając tę zasadę na prawo, można śmiało stwierdzić, że jeżeli pytanie brzmi:

  • czy mogę po prostu… ?
  • czy wystarczy… ?
  • czy każdy może… ?

to odpowiedź zawsze brzmi „nie”. Aż się prosi, żeby dodać prawniczy żarcik „chyba, że ustawa stanowi inaczej”.

Dobrze, zatem jaki lokal może być lokalem gastronomicznym?

Tylko ten, który spełnia warunki określone w przepisach. Żeby nie było zbyt łatwo, nie ma jednego przepisu. Część regulacji znajdziesz w ministerialnych rozporządzeniach, część w rozporządzeniach unijnych, a jeszcze inną część w Polskich Normach, do których odnoszą się powyższe przepisy. Wymienienie wszystkich warunków dedykowanych dla lokalu gastronomicznego nie jest więc możliwe. Zanim rozpoczniesz działalność, upewnij sie, że Twój lokal się do tego nadaje.

Uważaj, bo w internecie – na przykład na rządowej stronie biznes.gov.pl – znajdziesz opisy, które odnoszą się do mocno nieaktualnego stanu prawnego. Jeżeli ktoś wymaga, by Twój lokal miał ściany w jasnych kolorach, to możesz czuć się jak internetowy archeolog. Znalazłeś stronę z 2002 roku.

Nastrojowa restauracja w piwnicy

Za studenckich czasów uwielbiałem pewną nieistniejącą już katowicką kawiarnię (paradoksalnie, nigdy nie skosztowałem tam kawy), położoną w piwnicy niedaleko teatru i wypełnioną teatralnymi rekwizytami. Duże piwnice pod wiekowymi kamienicami aż proszą się, by przerobić je na niepowtarzalne restauracje i kawiarenki.

Cóż, innego zdania jest nasz ustawodawca. Nie wiem, czy niespełnianie norm technicznych było przyczyną zamknięcia mojego ulubionego lokalu, ale zgodnie z przepisami, lokal gastronomiczny powinien znajdować się w pomieszczeniu o wysokości co najmniej 3,30 m, w dodatku oświetlonym światłem naturalnym co najmniej 4 godziny w ciągu doby. Co gorsza, poziom podłogi powinien znajdować się powyżej lub być równy poziomowi terenu przy budynku. Rozporządzenie określa nawet stosunek powierzchni okien do powierzchni podłogi (1:8).

Czyli piwnica odpada?

Niezupełnie. Wystarczy, ale urządzenie w niej lokalu gastronomicznego wymaga zgody odpowiedniego inspektora sanitarnego w porozumieniu z inspektorem pracy. Tak, prawo nakłada na Ciebie obowiązek doprowadzenia do zawarcia porozumienia pomiędzy dwoma organami. Nie przejmuj się, to dość częsty zwrot w prawie administracyjnym i dobry prawnik jest w stanie do takiego porozumienia doprowadzić bez angażowania  międzynarodowego arbitrażu.

OK, ale przecież food trucki nie spełniają takich wymagań!

Oczywiście, że istnieją legalnie działające food trucki i zapewne większość z nich jest niższa niż 3,30 m i ma trochę za mały stosunek okien do podłogi.

Samochód nie jest budynkiem, więc nie musi spełniać warunków technicznych przewidzianych dla tych budynków. Nie oznacza to jednak, że nie musi spełniać żadnych norm. Co ciekawe, normy dla food trucka są identyczne jak dla kuchni polowych w namiocie. Albo zwykłych mieszkań, w których przyrządza się jedzenie przeznaczone do sprzedaży.

Obiekty tego typu muszą przede wszystkim zapewniać urządzenia sanitarne, pozwalające na higienę personelu. Powierzchnie w kontakcie z żywnością muszą być w dobrym stanie, łatwe do czyszczenia i, w miarę potrzeby, dezynfekcji. Wymaga to stosowania gładkich, zmywalnych, odpornych na korozję i nietoksycznych materiałów. Trzeba też zapewnić warunki do czyszczenia i dezynfekcji narzędzi i sprzętu. A także składowania i usuwania odpadów, zwłaszcza substancji niebezpiecznych.

Zapewnienie właściwych warunków technicznych i sanitarnych dla nowo powstającego lokalu gastronomicznego, wymaga współpracy z ekspertami, którzy nie zgubią się w zawiłych przepisach. Natomiast jeżeli przejmujesz restaurację po kimś innym, warto zadbać o odpowiednie zapewnienia w umowie. Dzięki nim w razie problemów będziesz mógł liczyć na wsparcie projektanta.

***

Przeczytaj też koniecznie:

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl