Marcin Ignasiak

radca prawny

Prowadzę kancelarię w Katowicach i od kilku lat zajmuję się obsługą prawną przedsiębiorców - zarówno indywidualnych, jak i spółek - we wszystkich sprawach związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Jak co dzień, o 6 rano dzwoni budzik. Ale tego dnia wszystko wygląda inaczej. Drzwi do mieszkania są wyważone, a nad łóżkiem stoi pięciu uzbrojonych mężczyzn.

– Panie Kowalski, ten pana nowy kelner, skserował pan jego dowód osobisty do akt osobowych?

– Tak, oczywiście.

– Pan pójdzie z nami.

Ustawa o dokumentach publicznych

Nawet jeśli prowadzisz tylko food truck, to prawdopodobnie zatrudniasz choć jednego pracownika. A skoro tak, to pewnie prowadzisz też akta osobowe pracownika i żeby mieć pewność, że Twój kelner faktycznie jest tym, za kogo się podaje, a nie ukrywającym się przed alimentami oszustem, kopiujesz jego dowód osobisty i wkładasz do akt.

Właśnie dzisiaj, 12 lipca 2019 roku, wchodzi w życie ustawa o dokumentach publicznych. W różnych mediach, w tym w poważnych dziennikach, pojawiła się informacja o więzieniu (w tych bardziej poważnych o karze pozbawienia wolności do lat dwóch) za skserowanie dowodu osobistego. Dwa lata więzienia za prowadzenie akt osobowych pracownika!

Zanim zaczniesz panikować, albo nastawiać budzik na 5:45 (żeby zdążyć chociaż założyć spodnie), przeczytaj dalej. Jest taka prasowa zasada, że jeżeli tytuł artykułu jest pytaniem, to odpowiedź prawie zawsze brzmi „NIE”. Na blogu prawniczym, możemy śmiało zmienić tę zasadę na „Co do zasady NIE”.

Replika dokumentu publicznego

Ustawa o dokumentach publicznych nie wprowadza kary za skserowanie dowodu osobistego, tylko za wytwarzanie, oferowanie, zbywanie lub przechowywanie repliki dokumentu publicznego. Co to takiego? Cóż, najbardziej uczciwą odpowiedzią byłoby: trudno powiedzieć.

Ustawowa definicja mówi, że jest to „odwzorowanie lub kopia wielkości od 75% do 120% oryginału o cechach autentyczności dokumentu publicznego”. Co to są cechy autentyczności? Tu już ustawodawca milczy. Patrząc jednak na uzasadnienie projektu ustawy, można wywnioskować, że chodzi o to, czy kopią można posłużyć się tak, by ktoś inny pomyślał, że to autentyczny dokument.

Z tego wynikałoby, że:

  • repliką nie jest czarno-biała kopia na zwykłej kartce,
  • repliką może być kolorowy skan, na który można uzyskać chwilówkę przez internet.

Możesz odnieść szczoteczkę do łazienki a budzik przestawić nawet na 7:30.

Ale to wcale nie oznacza, że możesz trzymać w aktach dowód osobisty Twojego pracownika!

Powodem jest jedno słowo (akronim głoskowy – uwaga kolegi polonisty), które w ostatnim czasie wzbudza postrach wcale nie mniejszy niż najazd policji o 6 rano: RODO.

Jeżeli Twoja restauracja przeprowadziła profesjonalne wdrożenie RODO, to słyszałeś zapewne o zasadzie minimalizacji. Jeżeli nie – skontaktuj się ze mną, bo to niezwykle ważne zagadnienie. Urząd Ochrony Danych Osobowych przeprowadza już kontrole, a pierwsza w historii Polski kara za naruszenie RODO wyniosła 943.000,00 złotych.

Zasada minimalizacji oznacza w skrócie tyle, że jeśli możesz sobie poradzić bez przetwarzania jakichś konkretnych danych, to nie wolno Ci tych danych przetwarzać. A dowód osobisty ma w sobie co najmniej kilka takich danych. Chociażby… numer dowodu osobistego, który jako pracodawcy nie jest Ci do niczego potrzebny. Podobnie jak imię matki lub ojca.

UODO nie zabierze Cię do więzienia, ale może w praktyce zabrać Ci Twoją restaurację, którą będziesz musiał sprzedać, żeby zapłacić karę. Lepiej więc sprawdź, czy w aktach osobowych Twoich pracowników nie ma kopii dowodów osobistych.

Wyjątek: zatrudnianie cudzoziemca

Oczywiście, że są wyjątki! Przede wszystkim coraz bardziej powszechny w gastronomii przypadek, jakim jest zatrudnianie cudzoziemca. Prawo nakazuje Ci w takim przypadku przechowywanie w aktach kopii dokumentu uprawniającego do pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Zatrudniając cudzoziemca masz zatem obowiązek skserować jego paszport z wizą albo kartę pobytu. Nie kopiuj jednak Karty Polaka – chociaż wygląda jak dowód i daje sporo praw, nie zastępuje paszportu z wizą a tym samym nie wchodzi w zakres naszego wyjątku.

***

Poczytaj też o książeczce sanepidowskiej w restauracji.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Książeczka sanepidowska czyli jak zdobyć coś, czego nie ma

Chyba każde ogłoszenie o pracę w gastronomii zawiera wymaganie aktualnej książeczki sanepidowskiej. Kłopot w tym, że żaden kandydat nie jest w stanie spełnić tego wymogu.

Książeczki sanepidowskie zostały zlikwidowane i to już dobrych kilka lat temu. Nie przeszkadza to im jednak funkcjonować w powszechnym przekonaniu – na przykład strona Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii nadal pisze o karach za brak książeczki…

https://www.biznes.gov.pl/pl/firma/obowiazki-przedsiebiorcy/chce-przygotowac-sie-do-kontroli-w-firmie/kontrole-w-firmie/kontrola-sanepidu-panstwowej-inspekcji-sanitarnej

W rzeczywistości książeczki sanepidowskiej nie ma i żaden lekarz takiego dokumentu naszemu pracownikowi lub kandydatowi nie wyda.

Co zatem jest?

Jeśli chodzi o książeczki, to Czerwona Książeczka Przewodniczącego Mao, w której znajdziemy na przykład taki cytat:

Im więcej książek ktoś przeczyta, tym jest głupszy

Chyba kierując się tą myślą nasi kolejni ustawodawcy oszczędzają nam czytania i od siedmiu już lat nie tworzą rozporządzenia, które określałoby szczegółowo zakres badań lekarskich wymaganych dla pracowników gastronomii.

Nie zmienia to faktu, że badania lekarskie są wymagane. To właśnie one często błędnie nazywane są książeczką sanepidowską. A w zasadzie orzeczenie lekarskie, kończące takie badania.

Badania sanitarno-epidemiologiczne

Jako pracodawca, masz obowiązek skierować na badania osobę podejmującą lub wykonującą prace. Tyle prawo. W praktyce, często wymaga się od kandydata, aby przedstawił aktualne orzeczenie lekarskie. To błędna praktyka. Masz obowiązek skierować i sfinansować badania. Koszt tych badań jest mimo wszystko niższy niż mandat od Sanepidu.

Obowiązek ten dotyczy też osób pracujących na umowach cywilnoprawnych. Nie uciekniesz przed badaniami nawet podpisując umowę B2B z pomocą kuchenną.

Co zrobić w razie kontroli

Proszę pokazać książeczki.

przeciętny inspektor Sanepidu

Oczywiście inspektor nie prosi w ten sposób o okazanie czegoś co nie istnieje. Ma na myśli orzeczenie lekarskie. A żeby móc je przekazać, trzeba je mieć, co prowadzi nas wprost do kolejnego zagadnienia.

Nie wystarczy, że pracownik pokaże Ci swoje orzeczenie. Masz obowiązek przechowywać te orzeczenia i to w miejscu, w którym pracownicy faktycznie pracują. Jeżeli masz kilka lokali, to musisz zadbać o to, by w każdym były orzeczenia właściwych pracowników.

Co grozi za brak orzeczenia?

Restaurator, który nie pokaże kontrolerowi orzeczeń lekarskich pracowników, dostanie mandat. A może nawet dwa mandaty, bo jak dowiesz się z wpisu dotyczącego kontroli Sanepidu, w przypadku wykrycia nieprawidłowości, zawsze przeprowadza się drugą kontrolę po siedmiu dniach. To logiczne – trzeba sprawdzić, czy nieprawidłowości zostały usunięte.

Wysokość mandatu to od 100 zł do 500 zł za każde stwierdzone przewinienie. Zostaniesz też obciążony kosztami kontroli. Od mandatu wystawionego przez Sanepid, tak jak od każdego mandatu, możesz odwołać się do sądu. Nie licz jednak na to, że sąd będzie łagodniejszy od inspektora.

Aaa Książeczkę sanepidowską sprzedam

Media donoszą o szerokiej skali procederu fałszowania książeczek sanepidowskich. Może właśnie z tego powodu warto samemu zadbać o badania swoich pracowników?

Oczywiście, nie grozi Ci więzienie za przestępstwo Twojego pracownika. Ale czy zaryzykowałbyś zatrudnienie kucharza, który choruje na jakąś chorobę zakaźną? Ja sam doskonale pamiętam każdy lokal, który zaserwował mi problemy żołądkowe (całe szczęście nie było ich wiele).

Zamiast wpisywać w ogłoszeniu wymaganie aktualnej książeczki sanepidowskiej, najlepiej zatem zainwestować w prawidłowo przeprowadzone badania sanitarno-epidemiologiczne.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Jeśli obywatel obywatelowi srebro na wspólny interes dał, zyski i straty, które będą, przed bogiem po równo podzielą.

Kodeks Hammurabiego
przekł. Marek Stępień

W zasadzie przepis ten nie zmienił się przez ostatnie trzy tysiące siedemset lat. Dziś dalej zasadą jest, że obywatele mogą zawrzeć umowę o prowadzeniu wspólnego interesu i o podziale zysków i strat.

Czym jest a czym nie jest spółka cywilna?

Spółka cywilna jest umową, nie jest osobą prawną. Krótkie zdanie, o którym można napisać – ba! faktycznie napisano – wiele doktoratów. W rzeczywistości jednak wiąże się z wieloma konsekwencjami, o których należy wiedzieć przed podjęciem decyzji o prowadzeniu działalności w tej formie.

Co to znaczy, że spółka cywilna nie jest osobą prawną?

To znaczy przede wszystkim tyle, że nie pozwala na żadną formę uwolnienia się wspólników od odpowiedzialności za długi. Długi spółki to Twoje długi i nie ma w tym zakresie żadnej dyskusji. Nie ma też żadnego znaczenia, czy to Ty zaciągałeś długi – jeżeli Twój wspólnik mógł działać w imieniu spółki, to jesteś związany umową i masz obowiązek ją wykonać.

Co więcej, to Ty, nie spółka, będziesz stroną postępowania w sądzie. To bardzo ważne, bo jeżeli wniesiesz do sądu pozew jako spółka cywilna, sąd go odrzuci, stwierdzając, że wskazany powód nie ma zdolności sądowej. Oczywiście, sprawę można wnieść na nowo, tym razem prawidłowo, ale po pierwsze trzeba zapłacić koszty postępowania drugiej stronie, a po drugie w międzyczasie może upłynąć termin przedawnienia.

Jeszcze ciekawiej robi się przy sprawach pracowniczych – spółka cywilna może być pracodawcą (tak wynika z kodeksu pracy), może być pozwana, ale nie może być stroną w postępowaniu egzekucjyjnym. Wyrok, na którym obok samej spółki nie pojawią się nazwiska wspólników, będzie zatem nieegzekwowalny, czyli zupełnie niepotrzebny.

Spółka cywilna jest podatnikiem

Chociaż od razu należałoby zaznaczyć, że chodzi tylko o VAT. Spółka cywilna sama wystawia swoje faktury i w drugą stronę – można na fakturze widnieć jako nabywca.

Inaczej przedstawia się podatek dochodowy. Tutaj podatnikami są wspólnicy i to oni osobno rozliczają swoje przychody i koszty uzyskania przychodu. Trzeba jednak pamiętać, że przychód powstaje wtedy, kiedy środki uzyska spółka, a nie wtedy, gdy zostaną wypłacone z majątku spółki. W ten sposób dochodzimy do kolejnej osobliwości spółki cywilnej, o jakiej chciałbym Ci teraz powiedzieć.

Współwłasność łączna w spółce cywilnej

Co łączy spółkę cywilną i małżeństwo? Właściwie całkiem sporo: jakiś prawnik opracował kiedyś umowę spółki cywilnej, która miała z powodzeniem zastępować nieistniejące w naszym prawie związki partnerskie. Majątek spółki cywilnej stanowi współwłasność łączną, czyli nie ma w niej wyodrębnionych procentowo udziałów. Jeżeli spółka ma samochód, to należy on jednocześnie do wszystkich wspólników, a nie po połowie do każdego z nich.

Z tej skomplikowanej konstrukcji prawnej wynika przede wszystkim to, że nie da się sprzedać komuś swojego udziału w spółce. Albo w samochodzie należącym do spółki. Nie można też po prostu podzielić majątku. Wszystkie te czynności wymagają rozwiązania spółki, ewentualnie wystąpienia ze spółki. A zwróć uwagę na to, że wystąpienie ze spółki cywilnej ma w sobie coś magicznego. Możesz to zrobić tylko tydzień po dniu, w którym słońce wejdzie w gwiazdozbiór Wagi. W języku prawniczym mówimy na to: „na trzy miesiące naprzód na koniec roku obrachunkowego”. Zazwyczaj rok obrachunkowy jest zbieżny z rokiem kalendarzowym, więc wypada 30 września.

Tylko raz w roku (mówiąc magicznie w drugiej kwarcie Koziorożca, mówiąc prawniczo na koniec roku obrachunkowego) można też dzielić zyski ze spółki cywilnej. Oczywiście, nie oznacza to, że wypłatę dostaniesz tylko raz do roku. Można wypłacać zaliczki na poczet zysku, ale jeżeli w którymś miesiącu pójdzie gorzej, trzeba liczyć się z obowiązkiem zwrotu.

No to jak w końcu jest z tą spółką cywilną? Warto, czy nie warto?

Jeżeli powyższy wpis zniechęcił Cię do założenia spółki cywilnej, to nie panikuj – to naprawdę najprostsza ze spółek. Tak prosta, że nawet nie istnieje! Dobrze przygotowana umowa spółki pozwala na wiele lat skutecznej współpracy przy minimalnym obciążeniu formalnościami i całkowitym brakiem kontaktu z Krajowym Rejestrem Sądowym. Trzy tysiące siedemset lat praktyki robi swoje, a sam Hammurabi obiecał, że kto zważa na jego prawa, tego bogowie powiodą ku chwale.

***

Na pewno zainteresuje Cię też:

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Dawno, dawno temu, pewien człowiek postanowił założyć restaurację. Pomyślał sobie: „mam sześć córek i sześciu synów, wszyscy oni mogą pracować w mojej restauracji. Nie będę musiał zatrudniać żadnych kucharzy ani kelnerów.” Wtedy przyszedł ZUS i powiedział: „Głupcze, dziś jeszcze naliczę ci 15 tysięcy złotych składek!”

Niestety, to nie bajka. Wszystko przez pojęcie osoby współpracującej, które przewiduje ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych. Osobą taką jest każdy, kto pomaga przedsiębiorcy przy prowadzeniu jego działalności, a jest jednym z jego krewnych:

  • małżonkiem
  • dzieckiem: własnym, przysposobionym, a nawet dzieckiem małżonka
  • rodzicem
  • macochą, ojczymem lub osobą przysposabiającą

Z czym się to wiąże? 

Z koniecznością opłacania składek ZUS! Co gorsza, składek w pełnej wysokości, nawet jeśli przedsiębiorca jest jeszcze w okresie przejściowym. Czyli za siebie płaci 675 zł, a za osobę współpracującą prawie dwa razy więcej. Nie pomoże też zatrudnienie na niepełny etat – za osobę współpracującą ZUS opłaca się w pełnej wysokości, nie ważne czy w ogóle dostaje jakiekolwiek wynagrodzenie.

Jak tego uniknąć? 

Rozwiązaniem może być umowa zlecenie, bo w takim wypadku wysokość ZUS-u zależy od wysokości wynagrodzenia. Trzeba jednak pamiętać, że taka osoba musi faktycznie otrzymywać jakieś wynagrodzenie, a każde wynagrodzenie oznacza podatek dochodowy. Wynagrodzenia w takim przypadku nie można ustalić na dowolnie niskim poziomie – obowiązuje minimalna stawka godzinowa.

Zasady ubezpieczenia osoby współpracującej nie działają też w przypadku spółek – nawet najprostszej spółki cywilnej. Jeżeli jednak prowadzisz restaurację sam, jedynym rozwiązaniem dla Ciebie będzie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

***

Poczytaj też na co uważać pozyskując środki na działalność gastronomiczną >>

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl

Genialny pomysł to zwykle zbyt mało, żeby otworzyć restaurację. Podobnie jak przy każdej działalności gospodarczej, potrzebne są też pieniądze. Jeżeli nie masz swoich własnych oszczędności, będziesz musiał skorzystać z dotacji, kredytu lub pożyczki albo pomocy inwestora.

Pamiętasz skecz Kabaretu Dudek „Sęk”, w którym Edward Dziewoński dzwoni do Wiesława Michnikowskiego z propozycją biznesu?

– Jest interes do zrobienia!
– Interes?
– Tak
– Ile można stracić?
– Co się mnie pytasz ile można stracić! Natychmiast zapytaj się mnie ile można zarobić!
– Ile się zarobi, to się zarobi. Ja się pytam: ile trzeba mieć, żeby ryzykować w razie, że się straci?

Każda instytucja dotująca, pożyczkodawca lub inwestor, wyjdzie z takiego samego założenia. Może przekonasz kogoś do podzielenia Twojego entuzjazmu, ale każdy profesjonalista pomyśli sobie na pewno: a co jeśli się nie uda?

Dlatego właśnie prawnicy wymyślili coś takiego jak zabezpieczenie wierzytelności. Pozyskując dotację, pożyczkę lub wsparcie inwestora, możesz być pewny, że w Twojej umowie znajdzie się jakaś forma zabezpieczenia. Zabezpieczenia nie da się uniknąć, ale warto pamiętać o pewnych zagrożeniach, które wiążą się z podpisaniem umowy bez pełnej świadomości co do jej skutków i ryzyka.

Weksel 

Powszechną praktyką jest podpisywanie weksla in blanco, czyli takiego, na którym w chwili podpisywania nie uzupełniono kwoty ani terminu zapłaty. To logiczne – przecież nie wiadomo, jakiej części kredytu nie uda się spłacić i kiedy to nastąpi. Mając weksel in blanco, kredytodawca może wpisać faktycznie niespłaconą kwotę kredytu, wyznaczyć termin do zapłaty i iść do sądu. Ale uwaga, może też wpisać zupełnie inną kwotę, lub, co gorsza, sprzedać niewypełniony jeszcze weksel innemu, niekoniecznie uczciwemu podmiotowi.

Skuteczne przeniesienie weksla na inną osobę sprawia, że wszystkie zapisy z deklaracji wekslowej tracą znaczenie. Osoba, która legalnie nabyła weksel in blanco, może wypełnić weksel tak jak chce. Co niezwykle istotne w przypadku weksla, postępowanie sądowe w sprawie, w której pojawia się weksel, jest nieco inne. Mówiąc w skrócie, ktoś kto składa w sądzie weksel, dostaje bez Twojego udziału nakaz zapłaty, z którym może od razu iść do komornika. Oczywiście, możesz zaskarżyć taki nakaz (wnosząc sporą opłatę), ale w międzyczasie z Twojego konta zniknie już sporna kwota.

Weksle mają swój własny język. Jeżeli potrafisz posługiwać się tym językiem, wiesz na przykład, że słowa „nie na zlecenie” oznaczają, że takie przeniesienie weksla na inną osobę będzie niemożliwe. Dlatego tak ważne jest, żebyś podpisując weksel, wiedział tak naprawdę na co się zgadzasz i co ryzykujesz.

Pełnomocnictwo do rachunku bankowego  

Moja żona ma dostęp do mojego konta. Czasami też daję jej swoją kartę i co więcej, nie zmieniam przy tym numeru PIN. Ale w przypadku kogoś innego, pewnie bym się obawiał. Godząc się na taką formę zabezpieczenia kredytu lub pożyczki, musisz wiedzieć, że pewnym stopniu tracisz prawo do decydowania o tym, w jaki sposób użyjesz środki ze swojego konta. Oczywiście, trudno podejrzewać bank, że będzie sobie po prostu wypłacać pieniądze na codzienne zakupy. Zabezpieczenie takie może jednak pojawić się w umowach z różnymi podmiotami.

Warto więc wiedzieć, że w przypadku jakiegokolwiek sporu, nikt nie będzie pytał, czy zgadzasz się na przelew. Bo może, przecież sam mu pozwoliłeś.

Przewłaszczenie na zabezpieczenie

Żaden przepis nie mówi nic o przewłaszczeniu na zabezpieczenie (wbrew pozorom, obowiązuje u nas zasada, że skoro nie ma zakazu, to wolno). Przewłaszczenie polega na tym, że przenosisz na pożyczkodawcę własność, a on zobowiązuje się ją zwrócić, gdy spłacisz kredyt. Brzmi uczciwie, pod warunkiem, że druga osoba faktycznie planuje zwrócić przedmiot przewłaszczenia. A trzeba pamiętać, że sądy po długich sporach ostatecznie stwierdziły, że tym przedmiotem może być nieruchomość.

Dlaczego piszę o przewłaszczeniu? Bo widziałem kiedyś coś, co mnie zmroziło. Przewłaszczenie na zabezpieczenie… in blanco. Ja, Jan Kowalski, przenoszę na rzecz Jana Nowaka własność ………… w celu zabezpieczenia pożyczki. W miejsce kropek Nowak wpisze sobie telewizor, ale może też wpisać nowiutkie porsche, chociaż pożyczył kilka tysięcy złotych. Generalnie, taka umowa jest ważna, a Kowalski będzie musiał się nieźle natrudzić, żeby odzyskać swoją własność. I absolutnie nie ma gwarancji, że mu się to uda!

Dlatego zawsze, naprawdę zawsze należy czytać wszystko to, co się podpisuje. A jeżeli czegoś nie rozumiesz, zapytaj kogoś, kto będzie w stanie Ci wyjaśnić, bo zła umowa może pogrążyć Twoją wymarzoną restaurację już na starcie.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 518-398-597 e-mail: kancelaria@marcinignasiak.pl